O Kuchym, transferach i telefonie do… Fornalika

Rewolucja kadrowa w Legii – zaplanowana na wymianę 10 zawodników – zaczyna się od Michała Kucharczyka, z którym kontrakt nie zostanie przedłużony. Podobno decyzja, na wniosek trenera – dziś przed południem do kwestii rozstania z Kuchym odnosił się w trybie dokonanym i nie sprawiał wrażenia kogoś, kto może jeszcze zmienić zdanie – zapadła już kilka dni temu, ale klub nie komunikował jej oficjalnie, ponieważ uznano – i słusznie – że pierwszy o tej decyzji powinien usłyszeć zawodnik. A skoro wiadomo już, że odejdzie Iuri Medeiros, a Aleksandar Vuković nie widzi w swej koncepcji także Salvadora Agry, to zrozumiałe, że priorytetem wicemistrzów Polski na rynku transferowym będzie pozyskanie skrzydłowych. Zwłaszcza że Dominik Nagy – podobnie jak wystawiany przez Vuko na skrzydle Sebastian Szymański – mogą latem zostać sprzedani. Dopóki jednak Legia nie zainkasuje pieniędzy za ich karty, obaj będą traktowani tak, jakby to przede wszystkim na nich miała opierać się siła ofensywna stołecznego zespołu. Przy Łazienkowskiej można nawet usłyszeć, że o ile z odejściem młodzieżowego reprezentanta Polski – powołanego na czerwcowe mecze do drużyny narodowej – szkoleniowiec stołecznego zespołu jest już w zasadzie pogodzony, o tyle ma nadzieję, że Węgra uda się zatrzymać w Warszawie.

Taka zresztą będzie w Legii kolejność wykonywania transferowych działań (którą szkoleniowiec musiał z góry zaakceptować) na wszystkich pozycjach – najpierw sprzedaż, potem (za pozyskane środki) angaż nowego zawodnika, co oczywiście nie ułatwi procesu (od)budowy zespołu. A na dziś drugie podstawowe – po skrzydłach – zadanie pionu sportowego Legii, czyli personalnie Radosława Kucharskiego oraz Tomasza Kiełbowicza, dotyczy sprowadzenia lewego obrońcy. Wiadomo bowiem, że po odejściu Adama Hlouska na tę pozycję został tylko Luis Rocha. Co prawda warszawski klub może skorzystać z opcji i wycofać Mateusza Hołownię ze Śląska, ale – niezależnie od tego, że wypożyczenie trwa dopiero od początku roku – i tak przy ewentualnym następnym transferze musiałby oddać wrocławianom co najmniej 15 procent sumy odstępnego (tytułem wypromowania). Tymczasem defensor, który w przyszłym sezonie będzie nadal spełniał kryteria młodzieżowca, rozegrał dotychczas w nowych barwach – w ocenie ludzi z pionu sportowego Śląska – raptem dwa naprawdę dobre mecze w ekstraklasie. Zatem trudno mówić o stabilizacji na przyzwoitym poziomie. A co za tym idzie – wydaje się, że na grę w Legii jest dla Hołowni zdecydowanie za wcześnie.

A skoro już o młodzieżowcach mowa, to Vuković chciałby ich mieć w kadrze na przyszły sezon co najmniej pięciu. Teoretycznie problem wynikły ze zmiany regulaminu wprowadzonej przez PZPN rozwiązuje w pojedynkę Radosław Majecki, ale w Legii liczą się z tym, że młody golkiper zostanie sprzedany latem jako jeden z pierwszych (zresztą także z myślą o promocji w młodzieżowym mundialu ten bramkarz wrócił między słupki w końcówce ligowego sezonu). Należy zatem zakładać, że w pierwszej kolejności Legia będzie poszukiwać młodych Polaków. A jako ciekawostkę warto chyba dodać, że obecnie na liście życzeń nie ma żadnego Serba. Zatem niemal w ciemno można obstawiać, że Vuković nie pójdzie w ślady Ricardo Sa Pinto i nie będzie na rynku transferowym faworyzował rodaków.

W ocenie obecnego szkoleniowca Legia ma tylko jedną dziewiątkę, którą jest oczywiście Sandro Kulenović, ale z odejściem młodego Chorwata – mocno komplementowanego na pewnym etapie wiosennych rozgrywek przez… Zbigniewa Bońka – także liczą się przy Ł3 (podobnie jak i z wyjazdem mającego nieco inną charakterystykę, za to skuteczniejszego Carlitosa). Co jednak nie oznacza, że poszukiwania nowych napastników także idą pełną parą. Przy Łazienkowskiej mają pojawić się bowiem wypożyczeni z Legii Vamara Sanogo i Jose Kante – choć ten drugi dopiero po zakończeniu przez Gwineę występów w tegorocznych finałach PNA. I każdy z nich ma dostać od Vukovicia szansę.

Co ciekawe, mimo że kontrakty kończą się Arkadiuszowi Malarzowi, Inakiemu Astizowi i Miroslavovi Radoviciowi, trwają rozmowy, aby cały ten tercet… pozostał w klubie. I to wcale nie w roli członków sztabu szkoleniowego! Tylko mentorów, którzy trzymaliby szatnię, pomagali wprowadzać młodych zawodników, i wciąż byli gotowi do gry; choć z założenia nie byliby już graczami pierwszego, a nawet drugiego wyboru. Rozmowy na ten temat trwają, wiadomo bowiem, że zmiana ról wymagałyby od weteranów zgody na zupełnie inne – o wiele niższe – pensje. Czy w zaistniałej sytuacji doświadczeni piłkarze uznają, że znaleźliby motywację niezbędną do treningowego reżimu – dopiero się przekonamy.

Od jutra próżno będzie szukać członków sztabu Legii przy Łazienkowskiej, gdyż wszyscy na czele z Vukoviciem zaczynają urlopy. Pierwszy trener ze świadomością, że telefon będzie musiał odbierać – w rodzinnych stronach, dokąd się wybiera – non stop. A skoro o telefonie mowa, to tuż przed wylotem na Bałkany Vuko postarał się o numer do Waldemara Fornalika, któremu – koniecznie osobiście – chciał złożyć gratulacje. Cóż, przegrywać z klasą też trzeba umieć, a podejście do życia z pokorą – choć nie musi – może być podstawą przyszłych sukcesów. I zdaje się, że właśnie tej wersji powinni trzymać się kibice Legii. Cóż bowiem innego im pozostało?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *