Wszystko, o czym nie chciał poklachać Fornalik…

Piast przebywa w Borysowie, zatem operacja zatytułowana „kwalifikacje Ligi Mistrzów po gliwicku” została już rozpoczęta. Za tydzień przekonamy się, czy potrwa na dystansie dwóch meczów, czy może jednak – i oby tak się stało! – dłużej. Choć wszyscy muszą zdawać sobie sprawę, że los nie był łaskawy dla zespołu Waldemara Fornalika.
A skoro o szkoleniowcu Piasta mowa – w ubiegłym sezonie przeszedł totalną metamorfozę. Wcześniej mocno niedostępny, potrafił sam sięgać po telefon i przekręcić do dziennikarza, żeby nieco – jak mawia się na Górnym Śląsku – poklachać. Czasami w przyjaznym tonie, czasami – jak w przypadku poczucia krzywdy doznanej od sędziego Daniela Stefańskiego – ponarzekać. A nawet, co wcześniej było nie do pomyślenia w przypadku Waldka Kinga, dołożyć do pieca. I to ostro! Co interesujące, na finiszu ligowego sezonu, gdy przecież emocji nie brakowało, był totalnie wyluzowany. Żartował, po meczu z Legią przy Łazienkowskiej nie omieszkał polecić mi używanego przez siebie… szamponu przykrywającego siwiznę. Z humorystycznym zastrzeżeniem, żeby nie podawać nazwy, bo choć specyfik jest skuteczny, to nikt nie zwrócił się do nas z prośbą o jego reklamowanie.
Do czego zmierzam? Przed wyprawą do Borysowa ten luz u Fornalika zastąpiło wyraźnie wyczuwalne napięcie. Żeby było ciekawiej, niekoniecznie związane bezpośrednio z rywalizacją z BATE. Szkoleniowiec Piasta docenia oczywiście klasę i pucharowe doświadczenie Białorusinów, ale nie został powalony na kolana ich obecną formą. Jest przekonany, że gdyby tylko Piast – czego nie sposób przesądzić po letniej przerwie i przygotowaniach – znajdował się w takiej dyzpozycji, jak podczas ligowego finiszu, byłby w stanie podjąć wyrównaną walkę z faworytami z Borysowa. Nie trzeba być zatem Sherlockiem Holmesem, żeby wpaść na to, że okolicznością, która wytrąciła trenera mistrza Polski z równowagi są podchody Legii pod Mikkela Kirkeskova.
Trudno jednak wyciągnąć od Fornalika choćby nieformalny komentarz na ten temat; nie chce o tym nawet klachać. Już jednak w najbliższym otoczeniu szkoleniowca nikt nie ukrywa, że Waldek King potrafi szpetnie zakląć – co na co dzień zdarza mu się niezmiennie rzadko – odnosząc się do zaistniałej sytuacji. A nawet ciskać gromy w kierunku… Aleksandara Vukovicia, który zdaniem byłego selekcjonera reprezentacji Polski powinien skorzystać z szansy, żeby… milczeć i zająć się trenowaniem. A nie opowiadać o rzekomej uprzejmości Legii wyświadczonej Piastowi, gdy do Gliwic przychodzili Jakub Czerwiński i Tomasz Jodłowiec; ten drugi z pokaźną częścią pensji opłacaną przez stołeczny klub. Bo prawda jest taka, że gdy obaj piłkarze trafiali do klubu z Okrzei, przy Łazienkowskiej byli niechciani. I to Piast wyświadczał uprzejmość rywalowi umożliwiając warszawianom zejście z kosztów.
Złość Fornalika podobno daleka jest jednak od zaślepienia. Nie miałby nic do Legii, gdyby wyłożyła pieniądze zapisane w klauzuli odejścia Kirkeskova, czyli 450 tysięcy euro. Bo to każdy może zrobić w dowolnym momencie trwania okienka transferowego. Natomiast obietnica zapłaty najpierw 200 tysięcy, a później – po doliczeniu bonusów do ćwierć miliona położonego na stole – około 300 euro ma być jego zdaniem niesmaczne. Jeśli bowiem Legia chciała pójść tą drogą, powinna była zacząć negocjacje tuż po zakończeniu sezonu. – Chcemy waszego lewego obrońcę, ale nie stać nas na sumę odstępnego zapisaną w kontrakcie. Zamierzamy negocjować – takie postawienie sprawy miałoby, jak można usłyszeć w jego otoczeniu, satysfakcjonować Fornalika. Byłoby bowiem uczciwe, zapewne także z tego względu, że przy rozliczaniu się można byłoby wtedy uwzględnić dalszą grę Jodłowca w Gliwicach. A przede wszystkim Piast miałby czas na znalezienie wartościowego zastępstwa za Kirkeskowa. Gdyż sprowadzony latem Jakub Holubek, który może grać na pozycji Duńczyka, lepiej prezentuje się – a to już ocena Waldka Kinga – gdy jest ustawiony wyżej na lewej stronie boiska.
Dlatego nie sposób się dziwić, że Fornalik miał powiedzieć, że gra Legii w otwarte karty jeszcze w maju wyglądałaby z jego perspektywy zupełnie inaczej niż mieszanie teraz – przy udziale znanego menedżera – Kirkeskowowi w głowie. Bo to osobiście odbiera jako zachowanie nie fair. Jako trener powinienem przecież obecnie przeżywać przygodę życia – a termin ów podrzucił mu zapewne kolega po fachu Jacek Zieliński – tymczasem ma stres związany z obawą, czy osłabią mu zespół czy nie. I poczucie, że Legia chce utrudnić zadanie Piastowi, osłabić gliwiczan w newralgicznym momencie, zepsuć atmosferę… A wszystko dzieje się w sytuacji, gdy losowanie kwalifikacji LM było trudne także dlatego, że w minionych latach polskie zespoły słabo punktowały. Tymczasem jeśli Piast zapunktuje równie słabo, będzie to na niekorzyść nie tylko gliwickiej drużyny, ale także innych pucharowiczów. Z Legią, najczęściej ostatnio próbującą szczęścia w europejskich eliminacjach, na czele…
Pewnie zasadne będzie w tym momencie dodać, że Fornalik także dostał propozycję opuszczenia Piasta po wywalczeniu tytułu. Tyle że właśnie tuż po zdobyciu mistrzostwa. Dostał więc także czas na zastanowienie się, czy woli skorzystać z europejskiej furtki, którą otworzył sobie w Gliwicach, czy do dyspozycji wyższy budżet niż może uskładać Piast w innym polskim mieście. Wybrał jak wybrał, ale nie miałby pretensji do Kirkeskowa, gdyby piłkarz postąpił inaczej…
Cóż, jaka jest jakość polskiej ekstraklasy, każdy widzi. A jeśli ktoś chciałby spoglądać przez różowe okulary – wystarczy, że najpierw zerknie na krajowy ranking UEFA; i 27. miejsce w tym zestawieniu odbierze resztkę złudzeń. Tymczasem zakulisowe działania tuż przed przystąpieniem tak zwanego kwartetu eksportowego do eliminacji europejskich pucharów z pewnością nie przyczyniają się do poprawy klimatu wokół czołówki poprzedniego sezonu…

Adam Godlewski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *